Lipoxine – cz II, efekty

Witajcie,

ponad miesiąc temu zakupiłam przez internet tabletki Lipoxine. Zachecił mnie do tego artykuł na wp.pl oraz onet.pl.

Piszę artykuł w liczbie pojedynczej ponieważ był to dokładnie ten sam tekst skopiowany na obu tych portalach. Muszę już na wstępie zweryfikować jednak jedną rzecz: tekst na tych portalach nie był artykułem ale reklamą wykupioną przez dystrybutora tabletek i portale te nie mają nic wspólnego z jego treścią. Wydaje mi się że jako nośniki informacji wp i onet powinni byli podejść ostrożniej do zamieszczanych reklam i w wyraźniejszy sposób dać znać czytelnikom że jest to najzwyklejsza reklama bo ze sposobu zamieszczenia jej można wnioskować że produkt Lipoxine jest promowany przez wp oraz onet i oszustwo z nim związane rzutuje na ich wiarygodność.

Lipoxine to oszustwo ponieważ jak wiele z Was już zauważyło tabletki te nie mają nic wspólnego z opisem we wcześniej wymienionych artykułach, ani też nie dają obiecywanych efektów.

Image

Czym więc są tabletki Lipoxine i czy są szkodliwe?

Lipoxine to wyciąg z Garcinia Cambogia – czyli rośliny powszechnie stosowanej jako zapychacz i tłumik apetytu, do tego w składzie mamy witaminę C, cynk i chrom. Nie ma więc mowy o dramatycznej utracie kilogramów podczas zażywania Lipoxine bo przy takim składzie nie ma podstaw ku temu.

Co do efektów i szkodliwości to zażyłam całe opakowanie tabletek i obserwując swój organizm mogę powiedzieć że nie zaszkodziły mi, nie czułam się w żaden sposób inaczej podczas zażywania ich oraz na początku rzeczywiście tłumiły mi apetyt. Co do tego ostatniego to nie jestem w stanie stwierdzić czy był to efekt tabletek czy placebo. W najlepszym wypadku mamy więc do czynienia z bardzo drogim zapychaczem. Nie muszę chyba dodawać że nie schudłam obiecywanych 15 kg, ba, nie schudłam nawet 2 kg.

Jestem regularnym dawcą krwi i dziś robiłam sobie badania. Wszystkie wyniki mam w normie.

 

Dostałam od Was bardzo wiele sygnałów że wpłacacie pieniądze i nie otrzymujecie produktu. Kontakt z dystrybutorem jest dostępny wyłącznie drogą mailową i nie otrzymujecie odpowiedzi na Wasze maile.

Jeśli wpłaciliście pieniądze używając karty kredytowej możecie je jeszcze odzyskać udając się do banku i tam składając reklamację. Po prostu napiszcie że zostaliście oszukani. W pozostałych przypadkach obawiam się że sprawa jest stracona. Firma zarejestrowana jest za granicą i nie ma żadnych realnych szans na ich odzyskanie.

Do wszystkich osób które jeszcze nie zakupiły tego produktu i zastanawiają się nad zakupem: nie kupujcie go. Ryzykujecie że nie otrzymacie przesyłki, a nawet jeśli otrzymacie to kupujecie bardzo drogi tłumik apetytu. Za te pieniądze możecie zakupić np. bardzo skuteczny PNI Thermadex który ma setki (jeśli nie tysiące) opinii na polskich oraz zagranicznych forach dotyczących kulturystyki, który daje energię na cały dzień i przy odrobinie wysiłku fizycznego rzeczywiście spala tłuszcz. „Przy odrobinie wysiłku” to słowo klucz. Żadna tabletka nie pozwoli Wam na siedzenie przed telewizorem i wcinanie smakołyków.

Więcej o naprawdę skutecznych suplementach – przy których tak czy inaczej trzeba wprowadzić trochę ruchu – w następnym artykule.

Pokonaj raka krwi

Dziś troszkę z innej beczki, na poważnie bo sprawa jest poważna:

Pokonaj raka krwi.

W Polsce co godzinę ktoś dowiaduje się że ma białaczkę, czyli nowotwór krwi. Dla wielu osób jedyną szansą na życie jest przeszczepienie szpiku lub komórek macierzystych od niespokrewnionego dawcy – tylko jedna trzecia potrzebujących znajduje dawcę w rodzinie.

Znalezienie „bliźniaka genetycznego” spoza rodziny jest jednak bardzo trudne. Im więcej zarejestrowanych dawców tym większa szansa na sukces w poszukiwaniach.

Rejestracja w bazie dawców nic nie kosztuje. Wybrana Fundacja wysyła pocztą zestaw z wacikami które trzeba potrzeć o wewnętrzną stronę policzka, zapakować w kopertę zwrotną i odesłać. To tak niewiele a jednocześnie tak wiele.

Jeśli chcesz pomóc wypełnij formularz na stronie DMKS (lub jakiejkolwiek innej Fundacji):

http://www.dkms.pl/pl/zostan-dawca

Nie każdy zarejestrowany znajdzie biorcę, więc nie każdy odda szpik. Dla większości dawców rejestracja kończy się na etapie wysłania materiału do badania.

Zachęcam do rejestracji, każda osoba się liczy.

Lipoxine, cz. I, prawda czy oszustwo?

Wspominałam wcześniej o tabletkach którymi chcę wspomóc swoją dietę. To nowość na polskim rynku i bardzo trudno doszukać się jakiś szerszych informacji na ich temat. Producent wykupił sponsorowane artykuły na wp i onecie, w których informuje że Lipoxine (bo o tych tabletkach mowa) wykorzystuje najnowsze odkrycia medycyny dotyczące komunikacji komórkowej oraz transportu pęcherzykowego nanokomórek. Mało tego: producent obiecuje utratę około 13,6 kg w przeciągu miesiąca dzięki samemu braniu tabletek lub oferuje 100% zwrotu gotówki w razie niezadowolenia.

Wszystko to brzmi zbyt pięknie aby było prawdziwe. Dlatego też zamówiłam te tabletki przez stronę internetową we wtorek aby sprawdzić o co tu chodzi.

W środę skontaktowała się ze mną telefonicznie pani z firmy dystrybuującej Lipoxine aby zaoferować mi drugie opakowanie  w niższej cenie: pierwsze kosztuje 112 zł, a drugie zaproponowała z okazji promocji walentynkowej za 56 zł. Zgodziłam się.

Przesyłka dotarła do mnie w piątek, jednak nie zawierała drugiego opakowania w promocyjnej cenie. Dostałam tylko jedno opakowanie Lipoxine i zapłaciłam za nie 112 zł. Pierwsza wpadka.

Image

 

W środku opakowania nie znajdowała się też żadna Certyfikacja, ani też szczegółowa ulotka. W środku nie ma żadnej ulotki, więc na temat produktu mogę przeczytać jedynie szczątkowe informacje zamieszczone na opakowaniu. Druga wpadka.

Co jest więc napisane na opakowaniu? Skład produktu to: ekstrakt z Garcinia Cambogia (300mg) w tym kwas hydroksycytrynowy (180mg), witamina C (80mg), cynk (10mg) i chrom (0,04mg). Nic nie pisze o żadnym składniku alfaX412. 

Czym są witamina C, cynk i chrom wszyscy wiemy, a czym jest Garcinia Cambogia? To roślina z południowo-wschodniej Azji. Wpływa na metabolizm tłuszczów, a także zmniejsza apetyt i poziom cholesterolu we krwi. Ma w sobie dużą zawartość hydroksykwasu cytrynowego (HCA), który ma właściwość hamowania lipogenezy (syntezy tłuszczu) z węglowodanów i białek, a tym samym powstawania tkanki tłusczowej. HCA jest składnikiem większości suplementów diety wspomagających odchudzanie. Zalecana dzienna dawka ekstraktu to od 250 do 1000mg 3x dziennie.

Czy kupiłam w takim razie najdroższy możliwy suplement diety z witaminą C, cynkiem, chromem i HCA? We wszystkich tabletkach znajduje się 9000mg ekstraktu z Garcinii, czyli 9g. Porównując ceny ekstraktu z różnych stron internetowych jego wartość w takiej dawce to około 12-15zł. Jeśli więc Lipoxine zawiera tylko te produkty, i nie ma w nim tego rewolucyjnego alfax412, jest to rzeczywiście bardzo przepłacony suplement diety.

Co teraz? Będę zażywać po kolei tabletki po jednej dziennie i kontrolować wagę. Bardzo zaciekawił mnie temat Garcinii Cambogia, i najprawdopodobniej po zakończeniu kuracji Lipoxine kupię sobie suplement diety z tą rośliną.

Przebieg kuracji Lipoxine będę oczywiście relacjonować na bieżąco.

Dietetyczne imprezowanie, część I, alkohol

Dziś rozpoczynam pierwszy artykuł z serii o tym jak imprezować w soboty (lub inny wybrany dzień), żeby nie zmarnować całego wysiłku włożonego w utratę niechcianego tłuszczyku.

 Image

Bohaterem dzisiejszego artykułu jest: Alkohol.

Zacząć muszę – niczym w reklamie leków gdzie lektor bardzo szybko czyta formułkę o skonsultowaniu się z lekarzem lub farmaceutą – od jego wad.

Alkohol ma kalorie. Wiem, też nad tym ubolewam i uważam za niesprawiedliwość, ale jednak ma. Nie dość, że je posiada to jeszcze są to puste kalorie, czyli takie, które nie dostarczają organizmowi wartości odżywczych.

A teraz zalety: alkohol – jeśli pity z umiarem – może pomóc zapobiegać chorobom serca i cukrzycy, jest wspaniałym kompanem każdej imprezy, służy też odprężaniu się, poprawie samopoczucia i generalnie zbliża ludzi.

Jaki alkohol pić w sobotni wieczór, aby zawierał jak najmniej kalorii? Spójrzmy na poniższą tabelkę (dla odniesienia dodałam na początku kilka „tradycyjnych napojów”):

 

 

Napój

Kcal:

kawa z mlekiem i cukrem (220ml kubek)

124

herbata z cukrem i cytryną (220ml kubek)

44

sok pomarańczowy Toma (250ml butelka)

108

piwo Carlsberg (500ml kufel)

200

piwo Harnaś (500ml kufel)

205

piwo Radler Warka (500ml kufel)

115

piwo Redds jabłkowe (500ml kufel)

270

wino białe wytrawne (120ml kieliszek)

77

wino Carlo Rossi różowe (120ml kieliszek)

80

wódka (25ml kieliszek)

55

whisky szkocka (40ml kieliszek)

100

 

Oczywiście podane wartości są szacunkowe, ale jedno rzuca się od razu w oczy: alkohol ma tyle samo kalorii (a czasem nawet mniej) co inne napoje które pijemy w ciągu tygodnia.

 

Biorąc pod uwagę powyższe robimy rachunek sumienia za ostatnią sobotę (wy w głowie a ja publicznie tutaj). Mój bilans kaloryczny za ubiegłą sobotę to:

 

1 piwo 250ml, 100kcal

3 pierniki (shoty), 210kcal

1 brzoskwiniówka (shot), 70kcal

 

należy do tego dodać jeszcze:

2 kawałki pizzy z salami + 700kcal

2h szaleństw na parkiecie – 800kcal

 

Dzięki temu, że bardzo dużo tańczyłam jestem na plusie tylko 280kcal, które z nawiązką spaliłam na siłowni w niedzielę i mogę z czystym sumieniem powiedzieć: nie dajcie się zwariować. Jeśli jesteście na diecie a chcecie się rozerwać to zróbcie to. Pamiętajcie tylko o tańcu albo innej aktywności, która zrównoważy spożyte kalorie.

Zaczynamy! :-)

Image

Witajcie Drodzy Czytelnicy

Jest to mój pierwszy wpis na tym blogu, a znajdziecie w nim kilka informacji o tym kim jestem i co chcę osiągnąć.

Mam na imię Kaśka, pochodzę z małopolski, i od 16 roku życia (czyli od lat 12) odchudzam się. Oczywiście nie ciągle – robię to raczej w stylu studenckim, czyli najpierw przez kilka miesięcy nie przejmuję się tym co jem, aby po tym czasie wpaść w rytm sesji i pilnie chcieć zrzucić zbędne kilogramy (a jest ich na chwilę obecną około 10kg), po czym znów się nie przejmuję – a potem znów sesja. Brzmi znajomo?

Jeśli i Ty odchudzasz się po studencku to myślę że znajdziemy kilka wspólnych tematów do dyskusji.

Ostatnia moja sesja odchudzająca miała miejsce w październiku/listopadzie. Udało mi się wtedy trwale zrzucić 5 kg które do tej pory nie wróciły. Pewnie chcecie wiedzieć jak to zrobiłam? Nie miałam wtedy żadnego określonego planu na to jak je zrzucić. Ograniczyłam trochę węglowodany (głównie: przestałam jeść ziemniaki, a białe pieczywo zamieniłam na ciemne) oraz zapisałam się na siłownię.

Na siłowni spędzałam 1h dziennie, po 3-4 razy w tygodniu – i tak przez miesiąc. Ćwiczyłam głównie interwały na orbitreku, rzadko zdarzało mi się ćwiczyć mięśnie na maszynach. Lubię orbitrek bo mogę sobie słuchać ulubionej muzyki i myśleć o niebieskich migdałach (oglądając jednocześnie panów ćwiczących przede mną na maszynach), albo słuchać audiobooków, albo w ostateczności oglądać w telewizorze M jak miłość lub jakiś mecz –  bo są to dwie najczęściej nadawane audycje na mojej siłowni.

Udało mi się wtedy zejść z wagi 72kg do 67kg którą to wciąż utrzymuję przy wzroście 164cm. Może nie jest to jakiś porażający wynik, ale estetycznie dzięki siłowni moje ciało zaczęło mi się podobać – a takie słowa o sobie samej nie padają z moich ust zbyt często. Szczególnie nogi ładnie mi się ukształtowały i nie trzęsą się już tak przy każdym kroku. Dzięki sporadycznym ćwiczeniom na maszynach z kolei poprawił mi się delikatnie kształt biustu.

Podsumowując moją jesienną sesję odchudzania, aby zrzucić TRWALE 5kg, wystarczyło:

– zrezygnować z ziemniaków

– zamienić białe pieczywo/ryż/makarony na ciemne

– ćwiczyć na orbitreku 3-4 razy w tygodniu po 1h

To naprawdę wszystko co robiłam. Chyba  zgodzicie się ze mną że niespecjalnie się wysilałam?

Od stycznia znów chodzę na siłownię i ćwiczę na moim ukochanym orbitreku, i dzięki tej maszynie właśnie wciąż nie utyłam. Dlaczego miałabym utyć? Aby to wyjaśnić muszę się tu przyznać do grzechu który regularnie popełniam, a jest nim impreza ze znajomymi w jakimś barze. Najczęściej jest to w sobotę i zaczyna się od wielkiej pizzy, a kończy na morzu alkoholu. Na swoją obronę mam tylko to że w między czasie szaleję też na parkiecie i staram się spalić jak najwięcej kalorii.

Ponieważ minął już czas świąteczno-noworoczno-trzej królowy, nadchodzi czas kolejnej sesji odchudzania. Tylko liczyć godziny kiedy gazety zasypią nas na okładkach hasłami „nadchodzi czas bikini”, „czy Twoje ciało jest już gotowe na bikini?”, „czy jesteś gotowa odsłonić swoje ciało w bikini?”. Otóż nie, nie jestem. Potrzebuję pozbyć się jeszcze około 10 kg tłuszczyku aby ważyć 57kg (moja wymarzona waga) i zyskać trochę mięśni aby nic nie trzęsło się jak już będę mieć to piękne ciało i zechcę zagrać w piłkę plażową. Oczywiście będę wtedy miała na sobie bikini.

Plan jest bardzo prosty: mniej węglowodanów w postaci chleba i ziemniaków, więcej ćwiczeń oraz pewne magiczne tabletki Lipoxine, o których być może już słyszałyście, jednak niewiele osób na razie je wypróbowało. Producent obiecuje utratę około 14kg w miesiąc, inaczej gwarantują zwrot pieniędzy. Zamówiłam je sobie dziś i czekam teraz na kuriera. Będę relacjonować na bieżąco postępy.

W najbliższych dniach przeczytacie także na moim blogu o teorii dietetycznego imprezowania. Serdecznie zapraszam do śledzenia moich postów.

Życzę miłego dnia i uciekam na siłownię,

Buźka!