ćwiczenia

Zaczynamy! :-)

Image

Witajcie Drodzy Czytelnicy

Jest to mój pierwszy wpis na tym blogu, a znajdziecie w nim kilka informacji o tym kim jestem i co chcę osiągnąć.

Mam na imię Kaśka, pochodzę z małopolski, i od 16 roku życia (czyli od lat 12) odchudzam się. Oczywiście nie ciągle – robię to raczej w stylu studenckim, czyli najpierw przez kilka miesięcy nie przejmuję się tym co jem, aby po tym czasie wpaść w rytm sesji i pilnie chcieć zrzucić zbędne kilogramy (a jest ich na chwilę obecną około 10kg), po czym znów się nie przejmuję – a potem znów sesja. Brzmi znajomo?

Jeśli i Ty odchudzasz się po studencku to myślę że znajdziemy kilka wspólnych tematów do dyskusji.

Ostatnia moja sesja odchudzająca miała miejsce w październiku/listopadzie. Udało mi się wtedy trwale zrzucić 5 kg które do tej pory nie wróciły. Pewnie chcecie wiedzieć jak to zrobiłam? Nie miałam wtedy żadnego określonego planu na to jak je zrzucić. Ograniczyłam trochę węglowodany (głównie: przestałam jeść ziemniaki, a białe pieczywo zamieniłam na ciemne) oraz zapisałam się na siłownię.

Na siłowni spędzałam 1h dziennie, po 3-4 razy w tygodniu – i tak przez miesiąc. Ćwiczyłam głównie interwały na orbitreku, rzadko zdarzało mi się ćwiczyć mięśnie na maszynach. Lubię orbitrek bo mogę sobie słuchać ulubionej muzyki i myśleć o niebieskich migdałach (oglądając jednocześnie panów ćwiczących przede mną na maszynach), albo słuchać audiobooków, albo w ostateczności oglądać w telewizorze M jak miłość lub jakiś mecz –  bo są to dwie najczęściej nadawane audycje na mojej siłowni.

Udało mi się wtedy zejść z wagi 72kg do 67kg którą to wciąż utrzymuję przy wzroście 164cm. Może nie jest to jakiś porażający wynik, ale estetycznie dzięki siłowni moje ciało zaczęło mi się podobać – a takie słowa o sobie samej nie padają z moich ust zbyt często. Szczególnie nogi ładnie mi się ukształtowały i nie trzęsą się już tak przy każdym kroku. Dzięki sporadycznym ćwiczeniom na maszynach z kolei poprawił mi się delikatnie kształt biustu.

Podsumowując moją jesienną sesję odchudzania, aby zrzucić TRWALE 5kg, wystarczyło:

– zrezygnować z ziemniaków

– zamienić białe pieczywo/ryż/makarony na ciemne

– ćwiczyć na orbitreku 3-4 razy w tygodniu po 1h

To naprawdę wszystko co robiłam. Chyba  zgodzicie się ze mną że niespecjalnie się wysilałam?

Od stycznia znów chodzę na siłownię i ćwiczę na moim ukochanym orbitreku, i dzięki tej maszynie właśnie wciąż nie utyłam. Dlaczego miałabym utyć? Aby to wyjaśnić muszę się tu przyznać do grzechu który regularnie popełniam, a jest nim impreza ze znajomymi w jakimś barze. Najczęściej jest to w sobotę i zaczyna się od wielkiej pizzy, a kończy na morzu alkoholu. Na swoją obronę mam tylko to że w między czasie szaleję też na parkiecie i staram się spalić jak najwięcej kalorii.

Ponieważ minął już czas świąteczno-noworoczno-trzej królowy, nadchodzi czas kolejnej sesji odchudzania. Tylko liczyć godziny kiedy gazety zasypią nas na okładkach hasłami „nadchodzi czas bikini”, „czy Twoje ciało jest już gotowe na bikini?”, „czy jesteś gotowa odsłonić swoje ciało w bikini?”. Otóż nie, nie jestem. Potrzebuję pozbyć się jeszcze około 10 kg tłuszczyku aby ważyć 57kg (moja wymarzona waga) i zyskać trochę mięśni aby nic nie trzęsło się jak już będę mieć to piękne ciało i zechcę zagrać w piłkę plażową. Oczywiście będę wtedy miała na sobie bikini.

Plan jest bardzo prosty: mniej węglowodanów w postaci chleba i ziemniaków, więcej ćwiczeń oraz pewne magiczne tabletki Lipoxine, o których być może już słyszałyście, jednak niewiele osób na razie je wypróbowało. Producent obiecuje utratę około 14kg w miesiąc, inaczej gwarantują zwrot pieniędzy. Zamówiłam je sobie dziś i czekam teraz na kuriera. Będę relacjonować na bieżąco postępy.

W najbliższych dniach przeczytacie także na moim blogu o teorii dietetycznego imprezowania. Serdecznie zapraszam do śledzenia moich postów.

Życzę miłego dnia i uciekam na siłownię,

Buźka!